niedziela, październik 05, 2008

Mikka i jej gniew, cz.3

Mikka śpi na ulubionym wzgórzu porośniętym wrzosem i nie martwi o to, czy Słońce spali jej nos, bo to bardzo przyjemny, pochmurny dzień.
Wzgórze mija Risk, który właśnie wraca z wyprawy handlowej. Widzi, że dziewczynka śpi i węszy w tym Możliwość Interesu. Zaczyna się podkradać.

A któż to w ogóle jest, ten Risk?

Zawsze przedstawia się jako handlarz starzyzną, ale przede wszystkim jest Zbieraczem. Słowo "zbieracz" daje jednak zbyt słabe pojęcie o tym, jak powiększają się jego zbiory. Risk kradnie. Prawdę mówiąc, jest jeszcze gorszy niż sroki, które zwijają wszystko, co się błyszczy. Risk kradnie tak, jak ryby pływają, jannulki śpiewają, a pchły gryzą. Ma do tego Talent. Zwykle trudno jest ukryć coś takiego, ale zawsze jakoś tak się składa, że Risk jeszcze ani razu nie wpadł.

Zresztą zazwyczaj wcale nie ma zamiaru niczego podprowadzać - i teraz też tylko sprawdza sytuację z przyzwyczajenia. A więc ostrożnie... Jeszcze tylko kawałek... Wreszcie doczołguje się do Mikki i wyciąga swój długi nos, starając się wybadać, czy nie ma tu czegoś ciekawego.

-Niestety! Ta mała chyba nic nie ma! - mamrocze pod nosem zawiedziony. I już, już ma sobie pójść, kiedy Mikka przewraca się na drugi bok i wyciąga lewą rękę spod głowy wprost w stronę Riska.
"Aaaa, jednak coś upoluję." - myśli Risk, po czym ostrożnie, tak, żeby jej nie obudzić, ściąga ze śniącej dłoni magiczny pierścionek.

Mikka nadal śpi. Risk wrzuca nową błyskotkę do jednej z licznych kieszeni swojego złodziejskiego płaszcza, po czym prędko się wycofuje.

A Mikka śpi.
Pierwsze, chłodne, jesienne krople decydują się spaść.
Wrzosowiska krzyczą z radości, że wreszcie porządnie się napiją, ale nikt ich nie słyszy - tylko inne rośliny, ale one też są pochłonięte tym, co robią chmury.
Kilka kropel postanowiło, że spadnie na Mikkę - śpi tak smacznie, że z przyjemnością ją obudzą, zanim rozpada się na dobre.
Mikka w końcu otwiera oczy - coś jest nie tak, BARDZO NIE TAK.

***

Naga, odarta z Mocy ręka.
Próbuje krzyknąć, ale wychodzi z tego tylko cichy jęk.
Robi się ciemno. Chmury zaczynają wypluwać z siebie bure strugi deszczu.

***

Odkąd ktoś ukradł pierścień, chodzi jak struta. To nie tylko to, ze nie może krzyczeć - nie jest w stanie ani się śmiać, ani płakać, ani bawić z innymi. Nawet z Tjopką. Anto na próżno idzie do Sosnowej Czarownicy po pomoc:
-Naprawdę nic nie mogę poradzić Anto, kiedy nie wiadomo, jak to się stało. Przydałby się ezoteryczny detektyw, ja jestem za stara, żeby tropić ślady w Nadpowierzchni. Poza tym... - tego Anto już nie słucha, bo przeklina idiotyczny pomysł, jakim było oddzielenie córki od jej gniewu. Ma wielką ochotę wyrywać sobie włosy z niebieskiej, lekko już posiwiałej głowy.

Tjopka, przyjaciel Mikki, mimo tego że jest bardzo nieśmiały uparcie wypytuje wszystkich, którzy się nawiną, czy nie widzieli takiego ładnego, kryształowego pierścienia, może ktoś go przypadkiem znalazł?

Nie, nikt go nie znalazł.

A Mikka leży i patrzy albo w ścianę, albo w lustro. Nikogo nie wpuszcza do swojego pokoju. Obserwuje, jak z dnia na dzień staje się coraz mniej wyraźna, coraz bardziej przezroczysta.

***

Risk tymczasem nie ma pojęcia o tym wszystkim pojęcia. Po tym, jak zdobył pierścionek, poszedł do swojego tajnego skarbca i strawił tam trochę czasu na dołożenie nowych eksponatów i odkurzenie kolekcji. Bardzo to lubi.

Teraz idzie do Rodzinnej Nory i wita się z czeredą dzieci. Nie ma to jak własne, małe szczurki. Ściska swoją Aprillę, rozdaje prezenty i idzie wyciągnąć się na fotelu. Uff, jak dobrze jest usiąść we własnym fotelu i kapciach, ze szklanicą grzanego wina w łapce.

Na fotelu siedzi para bezczelnych kotów, które nie chcą zejść.

Argh, te koty! Risk przygryza swój szczurzy wąsik. Wprawdzie formalnie koty są Aprilli, ale faktycznie to Aprilla jest ich niewolnicą, wrażliwą na każde oburzone miauknięcie. Tu z żoną nie wygra - kotów jest już chyba tyle, co dzieci. Razem to wielkie kłębowisko ogonów, strupów na kolanach i znów podartych spodenek i sukienek od wdrapywania się na drzewa, ale wygląda na to, że maluchy dobrze się bawią, więc wszystko w porządku.

Krótka walka na spojrzenia i koty ustępuję, niespiesznie schodząc z fotela. Uff, jeszcze cygaro i będzie mu jak w niebie, po tej ulewie.

Wyglaa na to, że na zewnątrz rozpadało się na dobre. Jakże miło być teraz w ciepłej norze, ze świadomością, że skarbiec rośnie, przyszłość jest zabezpieczona, dzieci chowają się dobrze. Na obiad jest zupa ogórkowa, a potem jakieś wynalazki - Aprilla lubi eksperymenty w kuchni. Dlatego zawsze przywozi jej z podróży wszystkie egzotyczne przyprawy, jakie uda mu się znaleźć.

-Tato, tato, Nini włożyła mi ogon do zupy!
-Nini, wyjmij natychmiast ogon z zupy Julinka!!!
-Ale on mnie kopnął!
-A ona mnie przezywa!
-A on...
-Wyjmij ten ogon, słyszysz!
-Ale...
-Ani słowa więcej!
Nini wyjmuje wreszcie ogon z talerza i natychmiast szczypie pod stołem Julinka w chudą pupę...
Wrzask zagłusza na chwilę ogólny gwar przy stole, ginąc za chwilę w gólnym zgiełku. Ha - utrzymać porządek przy stole, kiedy siedzi przy nim trzynaścioro nieletnich szczurząt, to naprawdę coś. Aprilla dobrze sobie z nimi radzi.

Trzeba się będzie teraz porządnie wyspać i za jakiś dzień czy dwa skierować swoje kroki na kolejną wędrówkę, jak zwykle w interesach. Trzeba sprzedać parę przedmiotów, zdobyć kilka innych. Tym razem będzie to podróż na Wschód - podobno mają tam teraz korzystne przeceny.

***

sobota, wrzesień 27, 2008

Mikka i jej gniew, cz.2

- Jaki śliczny - mówi Mikka oglądając ze wszystkich stron Prezent.
Jest w całości wyrzeźbiony z jednego kawałka kryształu. A w środku, jeśli się przyjrzeć, widać małe wydrążenie. Jeśli przyjrzeć się jeszcze lepiej, okazuje się, że to wydrążenie jest maleńką jaskinią. Pośrodku stoi maciupeńkie kryształowe łóżeczko.
- Dla kogo to? - pyta Mikka, nakładając jednocześnie pierścień na lewą rękę.
- Dla Gniewu... no nie patrz tak na mnie, naprawdę. Będzie jej tam dobrze, zobaczysz.
- A wejdzie tam?
Sosnowa Czarownica nic nie mówi, tylko się śmieje i głaszcze ją po głowie. Mikka wypuszcza z pierścionka co i rusz to kolejne słoneczne zajączki, które wesoło tańczą po ścianie.
-Tak, jak zobaczy, że to w sam raz dla niego, moja panno.
I rzeczywiście. Następnego dnia Mikka widzi, że w pierścień zyskał lokatora .

***

Wszyscy oddychają z ulgą, z Mikką włącznie, bo wreszcie jest Święty Spokój. Okazuje się nagle, że powodów do mniejszych i większych awantur jest znacznie mniej, niż wcześniej.
A może to Gniew stał się mniej porywczy, kiedy ma gdzie mieszkać? Nie wiadomo.
Wszystko wskazuje na to, że dzięki Sosnowej problem zyskał rozwiązanie - i takie pogaduszki toczą się w okolicach:
- Czy to nie piękne, droga sąsiadko?
- Żadnych dzikich wrzasków od miesiąca!
- Uff, dobrze, że wreszcie ktoś zrobił z tym porządek.
- Chociaż nie przypuszczałam, że to będzie właśnie Sosnowa.
-To stara dziwaczka, ale trzeba jej przyznać, że jest skuteczna...
Wszystko więc toczy się tak, jak niby powinno.
Do czasu.

Opowieści Jednorożca - spis treści

Bajki, jakie składają się na ten cykl opowiadań. Czerwone są już napisane.

1. Mikka i jej Gniew
2. Światło, Miłość i Moc
3. O Mimku, co nie chciał być Mimkiem
4. Risk - czerwona róża, biały szczur
5. Jak Mikka i Tjopka podprowadzili bakalie
6. Toupi przyjeżdża i...
7. Jannuleczka jest smutna
8. Zielony Smok
9. Nowy Dom
10. Aprilla i koty
11. Branma, Śnieżna Panna
12. Piosenka bez końca
13. Grzebień
14. Mery i Tuico
15. Joao, śniący wędrowiec
16. Didi i Jasica
17. Mimi bez Ogona

poniedziałek, wrzesień 08, 2008

Mikka i jej gniew, cz.1

Prawo Predestynacji:

Wydarzenia, które maja zajść, są z góry ustalone i nieodwołalne; każdy decyduje wedle swojej woli, w których z nich i w jaki sposób chce uczestniczyć.


Za 7 górami, za 7 lasami, za 7 morzami - tam, gdzie kwitnie róża, żyje sobie dziewczynka, która ma na imię Mikka. Ma czerwone włosy, czerwony rozczochrany ogonek i mamę, która nazywa się Anto. Tata Mikki nazywa się Didier, ale za dużo eksperymentował z trąbami powietrznymi i w końcu został porwany, nie wiadomo dokąd. Wszyscy mają nadzieję, że kiedyś wróci, bo był fajny. Tymczasem mama i córka mieszkają we dwie w Wielkim Lesie.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że jeśli małej się coś nie podoba - krzyczy:
-Aauuuuuuuuuuuuaaaaaaaaaaaaaaaaaaaoooooooooooaaaaaaiiiiiiiiiiiiiiiiiiiaaaauuiiooaaaaaa... - i tak cały czas, aż do momentu, kiedy dostanie to, czego chce. Wrzask jest tak przenikliwy, że ani zatykanie uszu, ani chowanie się pod kołdrą, ani w bardzo głębokiej norze, ani na najwyższym drzewie, ani nawet na dnie strumienia niewiele daje.
Co gorsza - im jest większa, tym głośniejsza. Efekt jest taki, że wszyscy robią naprawdę WSZYSTKO, żeby tylko rozwydrzona dziewucha przestała wrzeszczeć.

Mikka jest z tego stanu rzeczy bardzo zadowolona, Anto - o wiele mniej. Wcale nie jest przyjemnie mieć rozkapryszone dziecko, które w każdej chwili może oberwać choćby Pamiątkowy Kryształowy Żyrandol w salonie. Ot tak, dla żartu - i to tylko za pomocą głosu.
Jest to tym bardziej irytujące, że nie jest już wcale taka malutka. Za chwilę przerośnie matkę.
A krzyczy tak, że Ratuj się Kto Może.

***

Nic nie trwa wiecznie.

***

Anto ma tego po dziurki w nosie. Tym razem jej córka przestraszyła dla zabawy Mimka i Mimetkę, kiedy roznosili listy! Biedne Mimiątka. Najgorsze, że teraz co najmniej przez pół roku trzeba będzie fatygować się osobiście na pocztę, żeby odebrać wszystkie przekazy, paczki, listy i telegramy. Wiadomo, jak już z natury są bojaźliwe Mimki. Doprawdy, tego już za wiele.

Zdesperowana, idzie po radę do Sosnowej Czarownicy.
Nie wszyscy przepadają za Sosnową - mówią, że jej poczucie humoru jest zbyt drewniane. Ale Anto akurat do nich nie należy, lubi właściwie wszystkie Drzewa. Są mądre.

- Dzień dobry, Sosnowa.
- Dzień dobry. - odpowiada tamta. - Z czym przychodzisz?
- Mikka jest taka rozwydrzona, że mam już tego naprawdę dosyć!
- Co znowu zmalowała?
- Przestraszyła Mimki! Nie ma pięciu lat, a robi takie rzeczy - zamiast się poprawiać, zachowuje się coraz gorzej!
-To się daje zauważyć... - mówi Sosnowa - wczoraj specjalnie przerwała mi poobiednią drzemkę.

Anto bardzo się wstydzi. Sosnowa ma ponad 600 lat, jej igły dawno temu stały się czarne ze starości, a kończyny są powykręcane tak, jak potrafią być poskręcane tylko bardzo stare korzenie.

- ... ale nie martw się, są na to sposoby. Dziwię się, że przychodzisz dopiero teraz, kiedy lada chwila będzie chciała zamieszkać sama.
- Myślałam, że samo jej przejdzie...
- Tak, zwykle samo przechodzi, ale w gorsze rzeczy. Hmm, nie będę ci teraz prawić morałów.

Anto patrzy na Sosnową, widzi, że tamta się uśmiecha i już bardziej zmartwiona, niż zła mówi:
- Ale... żebyśmy się dobrze zrozumiały: ja nie chcę, żeby nagle stała zbyt dobrze ułożona. Wszystkie wiemy, gdzie trafiają zbyt grzeczne dziewczynki.
- Och nie, nie martw się, nie zrobiłabym jej tego. Nie tylko gorsze miejsce niż to, ale i niesłychanie nudne. Spróbuję coś wymyślić. Przyślij do mnie Mikkę za dwa dni.

***

sobota, wrzesień 06, 2008

Deep in space


Kwitnie róża :)