Mikka śpi na ulubionym wzgórzu porośniętym wrzosem i nie martwi o to, czy Słońce spali jej nos, bo to bardzo przyjemny, pochmurny dzień.
Wzgórze mija Risk, który właśnie wraca z wyprawy handlowej. Widzi, że dziewczynka śpi i węszy w tym Możliwość Interesu. Zaczyna się podkradać.
A któż to w ogóle jest, ten Risk?
Zawsze przedstawia się jako handlarz starzyzną, ale przede wszystkim jest Zbieraczem. Słowo "zbieracz" daje jednak zbyt słabe pojęcie o tym, jak powiększają się jego zbiory. Risk kradnie. Prawdę mówiąc, jest jeszcze gorszy niż sroki, które zwijają wszystko, co się błyszczy. Risk kradnie tak, jak ryby pływają, jannulki śpiewają, a pchły gryzą. Ma do tego Talent. Zwykle trudno jest ukryć coś takiego, ale zawsze jakoś tak się składa, że Risk jeszcze ani razu nie wpadł.
Zresztą zazwyczaj wcale nie ma zamiaru niczego podprowadzać - i teraz też tylko sprawdza sytuację z przyzwyczajenia. A więc ostrożnie... Jeszcze tylko kawałek... Wreszcie doczołguje się do Mikki i wyciąga swój długi nos, starając się wybadać, czy nie ma tu czegoś ciekawego.
-Niestety! Ta mała chyba nic nie ma! - mamrocze pod nosem zawiedziony. I już, już ma sobie pójść, kiedy Mikka przewraca się na drugi bok i wyciąga lewą rękę spod głowy wprost w stronę Riska.
"Aaaa, jednak coś upoluję." - myśli Risk, po czym ostrożnie, tak, żeby jej nie obudzić, ściąga ze śniącej dłoni magiczny pierścionek.
Mikka nadal śpi. Risk wrzuca nową błyskotkę do jednej z licznych kieszeni swojego złodziejskiego płaszcza, po czym prędko się wycofuje.
A Mikka śpi.
Pierwsze, chłodne, jesienne krople decydują się spaść.
Wrzosowiska krzyczą z radości, że wreszcie porządnie się napiją, ale nikt ich nie słyszy - tylko inne rośliny, ale one też są pochłonięte tym, co robią chmury.
Kilka kropel postanowiło, że spadnie na Mikkę - śpi tak smacznie, że z przyjemnością ją obudzą, zanim rozpada się na dobre.
Mikka w końcu otwiera oczy - coś jest nie tak, BARDZO NIE TAK.
***
Naga, odarta z Mocy ręka.
Próbuje krzyknąć, ale wychodzi z tego tylko cichy jęk.
Robi się ciemno. Chmury zaczynają wypluwać z siebie bure strugi deszczu.
***
Odkąd ktoś ukradł pierścień, chodzi jak struta. To nie tylko to, ze nie może krzyczeć - nie jest w stanie ani się śmiać, ani płakać, ani bawić z innymi. Nawet z Tjopką. Anto na próżno idzie do Sosnowej Czarownicy po pomoc:
-Naprawdę nic nie mogę poradzić Anto, kiedy nie wiadomo, jak to się stało. Przydałby się ezoteryczny detektyw, ja jestem za stara, żeby tropić ślady w Nadpowierzchni. Poza tym... - tego Anto już nie słucha, bo przeklina idiotyczny pomysł, jakim było oddzielenie córki od jej gniewu. Ma wielką ochotę wyrywać sobie włosy z niebieskiej, lekko już posiwiałej głowy.
Tjopka, przyjaciel Mikki, mimo tego że jest bardzo nieśmiały uparcie wypytuje wszystkich, którzy się nawiną, czy nie widzieli takiego ładnego, kryształowego pierścienia, może ktoś go przypadkiem znalazł?
Nie, nikt go nie znalazł.
A Mikka leży i patrzy albo w ścianę, albo w lustro. Nikogo nie wpuszcza do swojego pokoju. Obserwuje, jak z dnia na dzień staje się coraz mniej wyraźna, coraz bardziej przezroczysta.
***
Risk tymczasem nie ma pojęcia o tym wszystkim pojęcia. Po tym, jak zdobył pierścionek, poszedł do swojego tajnego skarbca i strawił tam trochę czasu na dołożenie nowych eksponatów i odkurzenie kolekcji. Bardzo to lubi.
Teraz idzie do Rodzinnej Nory i wita się z czeredą dzieci. Nie ma to jak własne, małe szczurki. Ściska swoją Aprillę, rozdaje prezenty i idzie wyciągnąć się na fotelu. Uff, jak dobrze jest usiąść we własnym fotelu i kapciach, ze szklanicą grzanego wina w łapce.
Na fotelu siedzi para bezczelnych kotów, które nie chcą zejść.
Argh, te koty! Risk przygryza swój szczurzy wąsik. Wprawdzie formalnie koty są Aprilli, ale faktycznie to Aprilla jest ich niewolnicą, wrażliwą na każde oburzone miauknięcie. Tu z żoną nie wygra - kotów jest już chyba tyle, co dzieci. Razem to wielkie kłębowisko ogonów, strupów na kolanach i znów podartych spodenek i sukienek od wdrapywania się na drzewa, ale wygląda na to, że maluchy dobrze się bawią, więc wszystko w porządku.
Krótka walka na spojrzenia i koty ustępuję, niespiesznie schodząc z fotela. Uff, jeszcze cygaro i będzie mu jak w niebie, po tej ulewie.
Wyglaa na to, że na zewnątrz rozpadało się na dobre. Jakże miło być teraz w ciepłej norze, ze świadomością, że skarbiec rośnie, przyszłość jest zabezpieczona, dzieci chowają się dobrze. Na obiad jest zupa ogórkowa, a potem jakieś wynalazki - Aprilla lubi eksperymenty w kuchni. Dlatego zawsze przywozi jej z podróży wszystkie egzotyczne przyprawy, jakie uda mu się znaleźć.
-Tato, tato, Nini włożyła mi ogon do zupy!
-Nini, wyjmij natychmiast ogon z zupy Julinka!!!
-Ale on mnie kopnął!
-A ona mnie przezywa!
-A on...
-Wyjmij ten ogon, słyszysz!
-Ale...
-Ani słowa więcej!
Nini wyjmuje wreszcie ogon z talerza i natychmiast szczypie pod stołem Julinka w chudą pupę...
Wrzask zagłusza na chwilę ogólny gwar przy stole, ginąc za chwilę w gólnym zgiełku. Ha - utrzymać porządek przy stole, kiedy siedzi przy nim trzynaścioro nieletnich szczurząt, to naprawdę coś. Aprilla dobrze sobie z nimi radzi.
Trzeba się będzie teraz porządnie wyspać i za jakiś dzień czy dwa skierować swoje kroki na kolejną wędrówkę, jak zwykle w interesach. Trzeba sprzedać parę przedmiotów, zdobyć kilka innych. Tym razem będzie to podróż na Wschód - podobno mają tam teraz korzystne przeceny.
***
idealne proporcje twarzy
3 dni temu

